Friday, January 1, 2010

Gryfie Pomorskim O wyzwolenie Polski od Tuska PO i LSD Neokomuny oni niszca Polske 2010

Gryfie Pomorskim O wyzwolenie Polski od Tuska PO i LSD Neokomuny oni niszca Polske 2010








Szokujące antypolonizmy
W treści referatu jest wielki rozziew: z jednej strony Autorzy utrudzili się w zbieraniu danych i dali nam bardzo trafny i inteligentny obraz sytuacji Kościoła w Polsce, jednocześnie jednak nie mogą się wyzwolić - a może im to ktoś nakazał - z różnych zaciemnień ideologicznych typu antypolskiego, posuwając się aż do szokujących, zwłaszcza w dopowiedzi ustnej, oskarżeń Radia Maryja o kontakty z rosyjskim KGB oraz do wypowiedzenia słowa "holokaust" w takim kontekście, jakby był on dziełem Polaków. Obawiam się, że nie wszystko pochodziło z nieporadności języka, lecz wiele wywodzi się ze złej woli i z modnej nagonki na wszystko, co w Polsce katolickie. Wygląda na to, że Autorzy chcieli się zeświecczałym Francuzom bardzo przypodobać.
Ale ważniejsze rzeczy po kolei. Panowie Przeciszewski i Cywiński - nie wiadomo, kto więcej odpowiada za zawartość referatu - od razu zaczynają płytko, twierdząc, że w latach 1989-1996 Kościół polski poszukiwał kompromisów, a nie wolności w życiu publicznym, co zakłada, że albo Kościół miałby mieć pełną wolność publiczną za PRL-u, albo nie powinien być w ogóle obecny na forum publicznym, jak to jest we Francji. W ogóle zresztą rozchwiane jest rozumienie obecności Kościoła w życiu publicznym: raz że nie ma w Polsce takiej obecności, bo i nie powinno jej być, np. według księży, drugi raz że jest znaczna i powinna być, choć za taką obecność uważają m.in. listy pasterskie, komunikaty, masowe uroczystości, które przecież należą do forum wewnętrznego Kościoła. Poza tym niespójne jest rozumienie Kościoła: raz są nim tylko duchowni, drugim razem - "zaangażowani katolicy świeccy".

Przy tym dosyć wcześnie anonsowany jest problem Radia Maryja, mianowicie, że obecnie "Episkopat utracił całkowicie kontrolę nad Radiem Maryja i jego politycznym skrzydłem LPR". I tu już zaczynają się same dziwne rzeczy u naszych Uczonych, tak, jakby nie żyli w Polsce, a wiadomości czerpali z KAI-u. Otóż z powyższego sformułowania wynika, że radio niepaństwowe winno mieć kontrolę, czyli cenzurę polityczną. To się nazywa nowa "demokracja". Dalej, słuchacze są oszukiwani, jakoby Radio było w konflikcie z Episkopatem Polski, podczas gdy jest ono atakowane tylko przez grupę liberalną, służącą ideologii zachodniej. Przy tym ma kanoniczną umowę z Episkopatem, podpisaną jeszcze przez ks. bp. Tadeusza Pieronka jako sekretarza generalnego Episkopatu, o czym sam biskup pisze w wywiadzie. Radio jest kościelnie uregulowane z biskupem miejsca, ks. bp. Andrzejem Suskim, tylko tyle, że Radio nie chce przyjąć niechrześcijańskiej ideologii zachodniej. Przede wszystkim jest to Radio Polskiej Prowincji Redemptorystów, a więc kościelnie podlega zakonowi, który ma kanoniczną egzempcję, czyli zależy od swoich władz zakonnych i od Papieża, a nie jest na bezpośredniej służbie Episkopatowi krajowemu.

Liga Polskich Rodzin (LPR) nie jest "skrzydłem Radia Maryja", lecz Radio to udziela swojej rozgłośni wszystkim partiom politycznym i społecznym, zwłaszcza tym jednak, których dyskryminująco nie dopuszczają do siebie media publiczne państwowe, opanowane przez postkomunistów, liberałów, masonów, no i przez koncerny zachodnie, niechętne duchowi polskiemu. Prawda, że - jak piszą Autorzy - niektóre partie mieniące się chrześcijańskimi lub katolickimi nadużyły studia Radia Maryja, ale to nie jest już wina Radia, lecz szeroko występującego w Polsce braku odpowiedzialności politycznej i uczciwości. Panowie prelegenci zapewne nie wiedzą, jak częste i natarczywe są próby osadzenia w Radiu rozmaitych agentów i zdrajców ze strony liberałów, syjonistów, postmodernistów itp., żeby je rozsadzić niejako od wewnątrz. Dziwne jest, że nasi liberałowie tak są bardzo radzi z siebie.

Tylko częściowo jest prawdą, że duchowieństwo polskie jest nieufne wobec wszystkich partii politycznych. Po prostu sytuacja polityczna jest bardzo nieklarowna z powodu totalnego zakłamania i duchowieństwo nie chce się stać narzędziem nowych szulerów, w gruncie rzeczy wykorzystujących Kościół. Politycy solidarnościowi, raczej pseudosolidarnościowi, udawali wielkich przyjaciół Kościoła, lecz po upadku rządów prosowieckich i po nadarzeniu się korzystnej sytuacji zdradzali Kościół, bo im przeszkadzał w brutalnej i zakłamanej walce o władzę, w okradaniu kraju i krępował ich moralnie w "unowocześnianiu się". Tacy "fałszywi bracia", jak nazywa ich Pismo Święte, pojawili się też w wielu KIK-ach. A porażka AWS, o której piszą nasi Prelegenci, to nie była porażka polityki duchowieństwa ani katolików, lecz jeszcze raz nieuczciwa gra Unii Wolności, która podstępnie przejęła stery w państwie przy poparciu ze strony pseudosolidarnościowców, którzy zresztą sami się przy okazji bardzo dorobili i dzisiaj ich widzimy na wysokich stanowiskach. Duchowieństwo niczego nie zyskało, bo działało idealistycznie i moralnie, choć różni zbóje szczuli na nie i nadal szczują jako na rzekomych bogaczy.

Z nienawiści do Kościoła
Niepokojące jest zdanie naszych "postępowych" prelegentów, że przeciwnikami naszej Konstytucji i samej Unii Europejskiej były "grupy ekstremistów, wymachujących krzyżem i sztandarem, otoczone przez księży, którzy nie dorośli do zrozumienia, że można być obecnym politycznie (w państwie) bez partii politycznej". Otóż to jakiś dziwoląg logiczny, wynikający z nienawiści do Kościoła pod pozorem słusznej krytyki duchowieństwa, to właśnie "antyklerykalizm w stylu francuskim". Dopiero co była mowa, że nasi kapłani nie byli zaangażowani politycznie, a tutaj, teraz, że są zaangażowani, i to przeciwko Konstytucji polskiej i przeciwko UE. Dlaczego księża się trochę angażowali przeciwko Konstytucji liberalistycznej i przeciwko UE, a obecnie i przeciwko konstytucji unijnej? Bo garstka ateistów publicznych opanowała naród katolicki i ogłasza się naszymi zbawcami. Właśnie to "wymachiwanie krzyżem" zdradza Was, że jesteście przeciwko krzyżowi w życiu publicznym, jak prezydent Chirac i rząd francuski. Wiara w krzyż Chrystusa w życiu politycznym jest dla was "ekstremizmem".
Również zakłamane jest Wasze przedstawianie obecności i autorytetu Papieża z Polski. Panowie twierdzą, że Jan Paweł II panuje nad Polską jak król, sam miał to powiedzieć w Zgromadzeniu Narodowym w 1999 r.: "Niech żyje król!", a następnie stawiacie podstępny zarzut, że my słyszymy Papieża, ale go nie słuchamy. Tymczasem Papieżem u nas grają dowolnie lewica, różowi i syjoniści, którzy robią to po to, żeby go nie słuchać, a chcą nas sobie podporządkować tą drogą kościelną. Nie mówię już o tym, że pod tekstem kryje się zarzut "kultu jednostki", tylko liczy się na niedomyślność polskich odbiorców.

Są i dalsze kwiatki modernistyczne. Autorzy piszą, iż "ogólna opinia utrzymywała, że silna religijność w Polsce była owocem 'funkcji patriotycznej'" Kościoła, czyli związku Kościoła z Narodem Polskim. Nie, odpowiadają Autorzy, silna wiara w Polsce jest skutkiem "kultury polskiej". To mi filozofia. Autorzy nie cenią Narodu Polskiego i dla nich samo słowo "naród" jest trefne. Tymczasem kultura jest czyja? Nie narodu? Wiemy, o co chodzi, choć Francuzi zapewne nie odgadli tego zagadkowego języka. Na świecie "naród" jest tylko jeden, a mianowicie żydowski, a wszystkie inne to "nacjonalizmy". I postmoderniści chcą oderwać Kościół od każdego innego narodu, od żywych ludzi, a uczynić go folklorem. Tak KAI długo nie chciała wspomnieć o Kongresie Teologów Polskich na KUL-u, bo ten traktował o "Kościele w życiu publicznym", a rozpisywała się szeroko wcześniej i później o kolejnym Kongresie Kultury Chrześcijańskiej, którego kwintesencją było, jakoby główną cechą Kościoła polskiego był antysemityzm. Czy takie informacje są katolickie? Polacy nie dadzą się zapędzić w żadne zawężenia nacjonalistyczne.

W punkcie "archeologia ruchów" Autorzy piszą, że "pod koniec lat 40. Episkopat polski w obronie przed infiltracją i represją komunistyczną zawiesił działalność niemal wszystkich ruchów katolickich". Właściwie to mogliby napisać, że sam Kościół niemal się rozwiązał ze strachu. Tymczasem to rząd rozwiązał wszystkie organizacje katolickie i kościelne. Pamiętam, że nawet w seminarium duchownym nie mogliśmy kontynuować ani Sodalicji Mariańskiej, ani Bratniej Pomocy ("Bratniaka"), czyli finansowej samopomocy studenckiej, na to miejsce mogliśmy tylko ustanowić jednoosobowy urząd "Jałmużnika", czyli skarbnika. Przed wygłaszaniem takich opinii trzeba coś przeczytać, bo Panowie są młodzi. Kiedy się zaś mówi, że Caritas Polska została powołana dopiero w roku 1990, to należało przypomnieć, że poprzednia Caritas została rozwiązana przez okupacyjne władze komunistyczne w roku 1950.

Przeciw Radiu Maryja
W dalszej napaści na Radio Maryja w punkcie "Kościół w defensywie" mówi się, że "Radio Maryja jest konserwatywne i niezupełnie zgodne z perspektywą pastoralną Kościoła". Tymczasem rzecz się ma akurat odwrotnie: Radio Maryja jest po chrześcijańsku jak najbardziej postępowe i jak najbardziej pastoralne. Trzeba by Francuzom wyjaśnić, że "konserwatywne" w ustach liberałów oznacza "poprawne doktrynalnie", obyczajowo i nieliberalistyczne, zaś "niezgodne z perspektywą biskupów" znaczy "z poglądami paru biskupów liberalnych". Ciekawa jest ta ciągła nagana, że Kościół polski i Radio Maryja bronią swej tożsamości, istnienia, nauki i godności. Postmoderniści i liberałowie twierdzą, że nie ma tu żadnych zagrożeń z żadnej strony. Waćpan kpi, czy o drogę pyta? - mawiali nasi ojcowie. Nie ma żadnych zagrożeń?
Tak! Fenomen Radia Maryja i związane z nim grupy są - zdaniem naszych nauczycieli - "poza Kościołem". A skąd żeście to takich teologów wyrwali...? Owszem, i o mnie mówi jeden z moich licznych uczniów, chcąc się przypodobać liberalnemu biskupowi, że moje prace o narodzie, nawet teologia narodu, ustawiają mnie "poza Kościołem". Zastanawiające jest to ukąszenie węża przeciwko czwartemu przykazaniu: "Czcij ojca swego i matkę swoją!". Ludzie skazy liberalnej jakby kończyli gdzieś jedną wspólną akademię, jak kiedyś politycy w Dubnie pod Moskwą.

"Radio Maryja - piszą nasi Autorzy - wyraża się językiem patriotycznym, obronnym, autorytarnym, tradycyjnym i w pewnych momentach nacjonalistycznym". Trochę prawda, a trochę napaści. Jest patriotyczne, bo tak każe Ewangelia i takim czynią je współpracujący i słuchacze, których już zmęczyła ciągła niewola ateistyczna i moralna, a media publiczne są sterylne co do wyższych wartości. Jest "autorytarne", zdaniem Prelegentów, bo nie rozsiewa wątpliwości w wierze i moralności, lecz głosi ustalone prawdy katolickie, podczas gdy niektórzy redaktorzy "Tygodnika Powszechnego", ultrakatoliccy, powiadają, że mogą sobie dogmaty wybierać: w jedne wierzą, w drugie nie wierzą, wybierają sobie dogmaty jak ulęgałki. A czy są "momenty nacjonalistyczne"? Autorzy mają tu na myśli co innego, a mianowicie "antysemityzm". To takie polowanie na Polaków z nagonką. Filosemici polscy wyrządzają krzywdę prawdziwym Żydom, których podziwiamy, szanujemy i po bratersku lubimy, a których się przedstawia nam ciągle jako straszaki, historyczne i obecne.

Radio Maryja - piszą nasi Autorzy - "nie posiada asystenta kościelnego z ramienia Episkopatu". Otóż dziwi ta uporczywa ignorancja prawa kościelnego. Radio Maryja nie ma tytułu "katolickie", choć jest całkowicie katolickie (por. kanony KPK: 300, 803, 808, 831) i dlatego zgodnie z prawem nie potrzebuje asystenta kościelnego z zewnątrz, choć może któryś z Panów chciałby nim być. Ma natomiast asystenta wewnętrznego - są nim prezbiterzy, teologowie zakonni, jest Prowincja Polska Redemptorystów, no i Generał Zakonu, a wreszcie sprzyja Radiu sam Papież. Radio nie stara się o tytuł "katolickie", bo wrogowie Polski daliby komisarza liberała lub masona, który by usunął ojca Rydzyka i zniszczył Radio, jedyny wolny głos polski w sytuacji zdominowania kraju przez siły obce i jakby zaborcze. Proszę popatrzeć na sprawy Rywina, Orlenu i wiele innych.

Radiu - mówią Prelegenci - "towarzyszy uproszczona wizja świata". "Uproszczona" w języku postmodernistycznym oznacza, że przyjmuje tylko jedną prawdę i odrzuca pluralizm religijny i moralny, który przyjmuje też pluralizm prawdy, według którego jednakowo prawdziwe są zdania, że "Bóg istnieje" i że "Bóg nie istnieje", że przykazanie "Nie cudzołóż" jest dla jednych wolą Bożą, a dla drugich przestarzałym wymysłem ludzkim. Dalej Radiu zarzuca się, że "posługuje się językiem polityki". Czy katolikom nie wolno zajmować się polityką? Tylko ateista może mówić o polityce? Taka jest nowoczesna demokracja? I tutaj LPR jest znowu przypisana Radiu Maryja i ma być partią "skrajnie prawicową". Tak, jest tu ciągła wściekłość, że Unia Wolności padła. Unia Wolności nie jest skrajnie prawicowa, choć forsuje gigantycznych oligarchów i bogaczy, a LPR jest "skrajna", bo należą do niej ludzie otwarcie wierzący i publicznie przyznający się do katolicyzmu. "Nieskrajna" partia to taka, gdzie wiarę się ukrywa w polityce. Taka jest nauka liberalizmu.

Mówienie, że "wokół Radia Maryja powstaje imperium finansowe i polityczne", ma już charakter kryminalny. To taką dajecie wolność katolikom? Dobrowolne małe składki nazywacie "imperium finansowym", a miliardy dolarów koncernów medialnych i ściąganie od nędzarzy pieniędzy pod przymusem uważacie za drobny kram? Gdzieście zdobyli taki język? To nie w kulturze polskiej. Zresztą oszczerczy i fałszywy film "Imperium ojca Rydzyka" nie został odwołany. I to jest dowód, że takie radio musi istnieć, bo z państwa powstaje banda. Film przeciwko panom Kaczyńskim został wycofany, bo oni mają władzę. A duchownego katolickiego można deptać, bo nie ma władzy i jest łagodny, "musi przebaczać"?

Autorzy nasi powtarzają, że "język Radia Maryja pozostaje ksenofobiczny, autorytarny, wykluczający wielkie osobistości ze środowiska polskiego (nie wykluczając pewnych biskupów)". Otóż to znowu trzeba pomóc odczytać. Język rzekomo ksenofobiczny to taki, który buduje na wierze i objawieniu, a nie zrównuje wszystkich religii i wszystkich światopoglądów, nie wielbi Czesława Miłosza jako wzoru Polaka i katolika, no i nie poddaje wszystkiego pod osąd liberalnych biskupów, zwłaszcza bp. Tadeusza Pieronka. Ale faktycznie wszyscy biskupi mają zawsze wolny dostęp do Radia w dzień i w nocy i mogą dyskutować ze słuchaczami w Rozmowach niedokończonych.

Autorzy uważają, że papieskie wezwanie Polski do UE było "przegraną Radia Maryja". Jest w tym dużo prawdy, ale Polska to nie samo Radio Maryja. Rzeczy religijne i polityczne nadal nie są ściśle rozgraniczone. Inna jest racja rzeczy doczesnych, a inna religijnych. I katolicy mają pełną wolność w sprawach społeczno-politycznych. Dlatego wejście do Unii nie umniejszyło roli Radia, a chyba jeszcze bardziej je wyniosło. Dlatego to właśnie nasilają się ataki na nie. Ateiści i liberałowie są bardzo bezwzględni i brutalni. W punkcie "Episkopat i Radio Maryja" Autorzy dodają, że grupa biskupów, powołana do sprawy Radia Maryja, "poniosła prawie totalną klęskę". Dlaczego klęskę? To takie liberalne podpuszczanie biskupów i jątrzenie. Owa grupa po prostu po zbadaniu sprawy, nagłośnionej przez wrogów patriotycznego Radia, stwierdziła wbrew liberałom, że zarzuty są niesłuszne i wszystko jest zgodne z prawem kanonicznym i z duchem Kościoła, najwyżej można by je może lepiej zharmonizować w dziedzinie duszpasterskiej z diecezjami, choć wtedy diecezje musiałyby pomóc finansowo.

Zdławić wolny głos z Polski
Całkowitą złą wolę i bezczelność pokazali nasi Autorzy w punkcie "Problem polski czy wpływ zagraniczny?" odnośnie do Radia Maryja. Jest tu ukradkiem lansowana teza, że Radio Maryja jest nie tylko "poza Kościołem" - zakon nie należy do Kościoła, ale nawet jest tworem zagranicznym, a mianowicie - w wypowiedzi potem ustnej - KGB. Dowodem na to miałyby być otrzymane częstotliwości na "dużej przestrzeni Rosji", żeby się zbliżyć do "przestrzeni słowiańskich, które pozostają poza Europą Zachodnią". Jest to donos, że Radio Maryja zdradza Europę Zachodnią, a zwłaszcza "świętą demokrację". Czegoś tak bezczelnie wrednego dawno człowiek nie słyszał, aż od "nowych katolików", choć coś z tego przewijało się lekko już dawniej u A. Michnika i abp. J. Życińskiego. Widocznie jakiś decydujący ośrodek zachodni daje znać, że ich cierpliwość się wyczerpuje i czas już skończyć z wolnym głosem Polski katolickiej. Ale merytorycznie, czy wykupienie częstotliwości na terenie innego państwa jest zdradą swojego? Czy Polacy muszą się odciąć we wszystkim i na zawsze od innych Słowian i od Wschodu, żeby być tylko niemymi kolonistami Niemców i Francuzów? Czy jest to istotnie zdrada "demokracji zachodnich", które swój despotyzm ateistyczny obnażyły w sprawie Rocco Buttiglionego, zakazując katolikowi kierować się wiarą i sumieniem. Autorzy podkreślają, że to straszne, iż Radio Maryja ma częstotliwości w Rosji w czasie, gdy "biskupi katoliccy byli wydalani z Rosji". A co, może Radio Maryja miało z tego powodu przestać się tam modlić na antenie? Jest to bezdenna głupota. A czy Jan Paweł II zdradza Kościół, gdy mimo wszystko pragnie odbyć pielgrzymkę do Rosji, przyjmuje jakby nigdy nic prezydenta Putina i gdy Putin przysyła mu wojskowy chór Aleksandrowa? Dlaczego "postępowi" Polacy chcą, żeby słowo Ewangelii po polsku i słowo z Ojczyzny nie docierało do tysięcy polskich katolików na nieludzkiej ziemi, na której marli polscy wygnańcy katoliccy od XVIII wieku do dziś? A wydalenie polskiego biskupa było spowodowane nietaktem jakiegoś urzędnika watykańskiego, który pomylił prowincje japońskie z rosyjskimi ("Karafuto").
A "rozpaczaniem", że Radio Maryja współpracuje z Rosją, Autorzy nie wzburzą Francuzów i nie zrobią z nich wrogów Rosjan, bo oni są całą duszą za Rosją, dziś chcą jej po cichu oddać Ukrainę, jak oddali już Białoruś, a Polska dla nich nic nie znaczy. Uderzyło mnie to, że kiedyś profesorowie z Sorbony pytali mnie, czy Polacy mają swój język odrębny, czy posługują się rosyjskim.

Wielki grzech przeciw Polsce
I wreszcie dużo dobrego - to dobrze - powiedziano o "dialogu żydowsko-katolickim", ale i tu popełniono wielki grzech antypolonizmu. Przerażające jest sformułowanie, że "naturalne pokrewieństwo polsko-żydowskie (z historii) zostało poważnie naruszone przez antysemityzm lat 30. i holokaust (par l'antisemitisme des années 30 et l'holocauste)". Wynika z tego, że holokaust był dziełem polskim, bo jest tu mowa tylko o Polsce. Trzeba było powiedzieć: "przez holokaust niemiecki na ziemiach okupowanych". Po drugie, jest tu pominięty ważny problem krwawej sowietyzacji Polski w latach 40. i 50. pod kierunkiem Żydów komunistów sowieckich. Nasi nierozważni Prelegenci chcieli prawdopodobnie pokazać Francuzom, że prawdziwymi ich przyjaciółmi i współpracownikami w UE będą tylko ludzie żydowskiego pochodzenia i może jeszcze inne mniejszości. W ten sposób KAI i KIK warszawski jeszcze raz pokazały, że bliska jest im unijna ideologia antykościelna i antypolska.
Jest to taki cały nurt. A. Brzeziecki i K. Burnetko piszą, że twórcy III Rzeczypospolitej uzgodnili w Magdalence, iż "nie dopuszczą do władzy żadnych ruchów narodowo-katolickich". Było to kontynuowanie planów z roku 1897, żeby Polska była krajem wielonarodowościowym i by mniejszości w niej zapanowały. Realizuje to teraz wyraźnie Unia Wolności.

Nie możemy dopuścić do tego, żeby do ogromnego zła politycznego, gospodarczego, duchowego, do zniewolenia, matactw władz, ucisku ze strony oligarchów, korupcji urzędników i biznesmenów, co ukazuje doniosła Komisja Sejmowa, do ogólnej nieprawości i degeneracji mediów, rozwalania instytucji, walk wywiadów, niszczenia prawa, etosu, tradycji, rozbijania świadomości narodowej i społecznej, rozkładu moralnego, zbrodni mafijnych, osłabienia państwa, bezrobocia, zniszczenia Kościoła, rozwoju ateizacji i cywilizacji śmierci, ciągłych przestępczych ataków na Radio Maryja, ateizacji kultury, sztuki i wychowania, lżenia wszystkiego, co polskie - dołączyły się czynniki katolickie, choćby owiane duchem nowych czasów i potrzebą reformy Kościoła. Tak dalej być nie może. Katolicy nie mogą zwracać się o pomoc do ateistów francuskich, by dławić Radio Maryja jako głos wolny, wolność ubezpieczający. Jeśli to nie będzie radykalnie odmienione, to KAI, KIK-i i wszelkie inne podobne instytucje, przynoszące Polsce i Kościołowi prawowiernemu duże szkody, muszą zostać szybko rozwiązane, gdyż Ojczyzna ginie.

ks. prof. Czesław S. Bartnik

Ks. prof. Czesław S. Bartnik – Czyżby to już “post-Polska”?
Opublikował/a Marucha w dniu 2009-03-07 (sobota)

W zmiennej sytuacji ostatniego 20-lecia stajemy nie tylko przed problemem, jak Polskę urządzać i stroić, lecz także już jakby przed pytaniem, czy w ogóle mamy Polskę, czy też tylko jakiś twór postpolski, oderwany od naszych dziejów, od naszego ducha, od Kościoła katolickiego, od właściwej kultury polskiej. I to pytanie trzeba poddać pod ogólną refleksję, bo choć z biegiem historii i Polska musi się w pewnym stopniu zmieniać, to jednak rdzeń jej kręgosłupa nie może zostać przerwany.

Tożsamość Polski, jej charakter i zasadniczy profil są dziś ujmowane różnie w zależności od punktu wyjścia:

1. Nasza klasyczna, historyczna i ideowa wizja ujmuje Polskę jako wielkość nie tylko materialną i ekonomiczną, lecz także jako humanistyczną i duchową, jako rodzicielską względem nas, o własnej niejako duszy i godności, o wyższych celach, jako wolną i suwerenną i zarazem jako kochającą i kochaną w całej rodzinie narodów i państw.
2. W aspekcie integracji z UE jako nowym imperium Polska jest pojmowana coraz częściej jako region geograficzny, etniczna i fizyczna część Europy, jedno z gospodarstw europejskich na dorobku i specyficzny folklor słowiański.
3. W aspekcie asymilacji neokapitalistycznej i liberalnej ideologii Polska ma się stawać uczennicą i wychowanką Zachodu, wyrzekającą się swego ducha i swej tożsamości, bez wyższych idei katolickich, ateistyczną, kierującą się przede wszystkim prawami ekonomicznymi i stanowiącą wygodną infrastrukturę umożliwiającą jej kolonizację przez oligarchów zachodnich.
4. Z punktu widzenia obywatelstwa Polski w UE Polska jest widziana jako kraina poza “twardym jądrem Unii”, jako uboga krewna przede wszystkim Niemiec, a także trochę Francji, Włoch i Anglii, żebrząca ciągle o pomoc finansową i o wpuszczenie jej na salony wielkiego dworu Europy Zachodniej.

Zanikanie zmysłu polskości

Nasuwa się dziś pewne spostrzeżenie prowokacyjne, że oto wśród kościuszkowców oraz ludzi partyjnych, ale polskiego pochodzenia, częściej występował zmysł polskości niż dziś wśród polskich liberałów, lewicowców i zachłyśniętych ideami UE. Coraz częściej mówi się, że nasze dawne władze polityczne musiały słuchać po części okupacyjnej władzy sowieckiej, natomiast nasze obecne władze naczelne pragną z własnej i nieprzymuszonej woli słuchać w całości Brukseli, Niemiec czy też jakichś ukrytych układów antypolskich.

Istotnie, zachodzi poważna obawa, że Polska staje się jakimś “europodobnym” manekinem bez swej polskiej duszy. Wyraźnie choćby odrzuca się i u nas kategorię narodu i kategorię państwa suwerennego. Państwo – według Konwencji z Montevideo z roku 1933 – jest to podmiot prawa międzynarodowego posiadający stałą ludność, suwerenną władzę, określone granicami terytorium i zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe (Zdzisław Podkański, “Nasza Polska”, 10.02.2009). Z tej definicji wynika, że po traktacie lizbońskim nie będzie już państwa polskiego. Nie będzie Polski w sensie państwowym, bo państwem będzie już tylko cała Unia.

Traktat brany dosłownie jest zdradą państwowości polskiej. A naród nie będzie już materialno-duchową gałęzią drzewa ludzkości, lecz luźnym zbiorem obywateli jakiegoś regionu. Według tego zatem, nie będzie już też i Narodu Polskiego, choć pozostaną nowoczesnymi narodami społeczności najwyższej cywilizacji: Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy. Jednym z najważniejszych odczynników polskości mają być teraz Niemcy, jak niedawno byli Rosjanie.

Nie sposób tu opisać wszystkie zjawiska, ale niektóre trzeba poruszyć. Otóż nasze rządy tracące zmysł polskości kontynuują nadal politykę Aleksandra Kwaśniewskiego, który zawetował w swoim czasie ustawę sejmową o uwłaszczeniu Polaków na odzyskanych ziemiach północnych i zachodnich i nie zabezpieczył prawnie polskich właścicieli przed rewanżyzmem uciekinierów niemieckich na przestrzeni lat. Również dzisiejsze władze polskie nie przeciwdziałają wypieraniu Polaków z Pomorza przez Niemcy za pomocą środków unijnych (por. prof. A. Śliwiński). Złoszczą się również nasi post-Polacy, że na metropolitę szczecińsko-kamieńskiego nie poszedł germanofil, a został nim ks. abp Andrzej Dzięga. Rządy nie przeciwstawiaj ą się stanowczo budowie gazociągu: Rosja – Niemcy (Nord Stream), który godzi w Polskę i jest swoistą zdradą rzekomego przyjaciela Polski Gerharda Schroedera. Podobnie nasze czynniki godzą się łatwo na taką politykę handlową Niemców, rzekomych przyjaciół, która uderza w Polskę.

Również polityka wschodnia Niemiec lekceważy Polskę i nie traktuje nas jako współczłonka Unii. Jest to jakby po myśli Aleksandra Dugina, Rosjanina, który powiada, że niepodległe państwo polskie stanowi przeszkodę w Europie i musi nastąpić nowy rozbiór Polski między Niemcy i Rosję (W. Reszczyński, “Nasza Polska”, 30.09.2008). Istotnie i Szczecin przy nowej interpretacji układu poczdamskiego może być prawnie uznany za niemiecki. Zamykane są niektóre instytucje historyczne polsko-niemieckie. Polska jest zalewana niemieckimi firmami, bankami, mediami. Są budowane u nas w pierwszym rzędzie te autostrady i drogi szybkiego ruchu, które służą przeważnie interesom niemieckim i unijnym. Polska zrezygnowała ze starań o prawa Polonii w Niemczech, bardzo licznej, ok. 2 mln, a szybko przyznała takowe niewielkiej mniejszości niemieckiej. Niemiecki Jugendamt odbiera dzieci stronie polskiej w razie rozwodu i zabrania tym dzieciom i stronie polskiej mówienia po polsku, nie będąc tak rygorystyczny w stosunku do innych narodowości, np. do Żydów. Wymowne jest to, co Niemcy ostatnio napisali, że nazizm niemiecki powstał jako reakcja na nacjonalizm polski i na pomysł Piłsudskiego prowadzenia prewencyjnej wojny z Hitlerem. Znaczna część inteligencji niemieckiej i żydowskiej w Niemczech uprawia ciągle antypolonizm w polityce, prasie, sztuce, filmach, kabaretach, literaturze historycznej i pięknej, w satyrach, karykaturach itd. W ogóle rozwija się tam cały klimat antypolski i traktowania nas jako niepełnoprawnych członków UE.

Najgorsze, że obecny rząd PO jakby godzi się z tym wszystkim, rezygnując z podmiotowości i godności Polski (prof. J.R. Nowak, prof. R.H. Kozłowski, prof. A. Nowak).

Polska po Okrągłym Stole została w dużej mierze rozkradziona i rozbita nie tylko przez różne układy agenturalne i mafijne, lecz i przez antypolską ideologię tak, że mimo wysiłków niektórych ugrupowań nie wyzwoliliśmy się z tego do końca. Obrazuje to dobrze Bronisław Wildstein m.in. przez programy o aferze FOZZ. Rząd PO jakoś nie chce z tymi układami walczyć, a nawet przyjmuje do siebie niektórych ludzi dawnych układów i atakuje tych, którzy z tymi układami walczyli: panów Kaczyńskich, Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobrę, ludzi z IPN i innych. W rezultacie nie mamy Polski autentycznej i polskiej, lecz jakąś tylko “podobną” i układową.

Rządy PO, a zresztą w pewnym stopniu i PiS, nie protestowały i nie protestują zbyt zdecydowanie przeciwko szkalowaniu Polski, dawnej i obecnej, przez Żydów, Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Anglosasów, Ukraińców, Węgrów itd. (podnosi to ciągle prof. J.R. Nowak). Chyba nie bardzo identyfikują się z polskością. Wprawdzie dziś tacy “neo-Polacy” operują terminami jak Polska, naród, ojczyzna, Kościół itp., ale przeważnie tylko przed wyborami i dla własnej propagandy wśród “ludu”. A MSZ wyraźnie źle traktuje organizacje polonijne i poszczególnych polonusów wyróżniających się zmysłem polskości i katolickości, jak np. konsula Jana Kobylańskiego. Widocznie PO obawia się, żeby jej nie zarzucali, że jest narodowa i katolicka. Nie podejmuje się też żadnych kroków prawnych przeciwko naszym wewnętrznym paszkwilantom, którzy kryją się za dziennikarzami lub politykami zagranicznymi, jakoby to tamci pisali i mówili od siebie. Podobnie robiło KGB, które publikowało opłacane przez siebie teksty, rzekomo zachodnie, przeciwko “Solidarności” i Kościołowi polskiemu. Literatura i prasa obiektywnie piszące o Polsce, zarówno w kraju (pisma katolickie i patriotyczne), jak i za granicą, są przemilczane lub nawet zagłuszane. Odnosi się to i do kanonu lektur szkolnych. Wstawia się pozycje autorów skandalistów, prowokatorów w stosunku do polskości i katolickości. To nie jest przypadek, lecz próba zniszczenia świadomości polskiej i poczucia polskiej godności dzieci i młodzieży.

O braku poczucia więzi z Polską u rządzących świadczy też długie, dziesięcioletnie tworzenie Karty Polaka i często nieludzkie warunki jej przyznawania, szczególnie rodakom okrutnie więzionym, wywożonym, terroryzowanym za polskość i za katolickość. Na przykład wymaga się, żeby 90-letni starzec, wywieziony jako małe dziecko do Kazachstanu, biegle mówił po polsku, znał historię Polski, nazwiska przywódców obecnych itp.

Zakłada się, że obecna Polska nie jest już Matką Polaków, nawet tak okrutnie cierpiących za Polskę. TVP nie chce emitować filmów patriotycznych i martyrologicznych (np. Bogdana Poręby), a zwłaszcza mówiących o mordowaniu Polaków przez Rosjan, Ukraińców (na Wołyniu i na obszarach płd.-wsch. dzisiejszej Polski) oraz przez NKWD. Natomiast Polski Instytut Sztuki Filmowej wspiera finansowo film “Tajemnica Westerplatte” opluwający wojsko polskie i bohaterów polskich wojny 1939 roku. Zresztą taki jest dziś styl w sztuce, rzekomo postępowy, że nie widzi ona człowieka, a jedynie funkcje fizjologiczne. W tym też duchu np. Tomasz Lis powiedział w ubiegłym roku: “Tu jest Polska”, o Woodstocku, żeby się przeciwstawić XV Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja w Częstochowie.

Obawiam się, że brak zmysłu polskiego i roztropności wystąpił u ludzi, którzy głoszą całemu światu, że żołnierze polscy świadomie i celowo zabili cywilów w Nangar Khel w Afganistanie. Chodzi chyba o zohydzenie Polski i wojska polskiego spieszącego z pomocą innym narodom w imię Polski. O braku poczucia polskości u władzy, urzędników i niektórych naszych biznesmenów świadczy ochocze umożliwianie wykupu polskiej ziemi, zasobów, działek, domów, zamków, uzdrowisk, lasów, jezior itd. przez Niemców, Holendrów, Francuzów, Rosjan i innych, bo Polacy są biedni i okradzeni. Ponadto rząd zamierza oddać Niemcom kolej, transport kołowy, LOT, cukrownie, gospodarowanie Bałtykiem i energetyką itd., a wykupy już dokonane trzyma się w tajemnicy przed szerszą publicznością.

Nie jest też przypadkiem, że w teście maturalnym z historii na poziomie rozszerzonym w roku 2008 nie było nawet wzmianki o żadnej wiktorii polskiej: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, nad bolszewikami w roku 1920, a tylko była mowa o niemieckich łodziach podwodnych, o wypędzeniu z Polski arian itp. Przypadek arian był podany w tym celu, żeby napiętnować polską rzekomą nietolerancję katolicką, dawną i obecną, gdy tymczasem arian wypędzili protestanci polscy, wśród których tamci robili wielkie zamieszanie religijne, a zresztą arianie zdradzili Królestwo Polskie na rzecz Szwedów w czasie potopu szwedzkiego.

Ogólnie też nasze media, idąc za propagandą antypolską, także wewnątrz kraju, ciągle biczują Polskę klasyczną i Polaków na korzyść różnych drapieżników. Wszystko, co polskie, przedstawia się jako złe, drugorzędne, zasługujące na wyśmianie. Jeśli są coś warci, to tylko polscy Żydzi lub skrajni filosemici. Nawet marszałek Senatu Bogdan Borusewicz poparł z całą siłą atak Żydów na Papieża Benedykta XVI za to, że zdjął on ekskomunikę z lefebrystów, z których jeden negował holokaust. Tymczasem trzeba pamiętać, że lefebryzm to wielki problem dla Kościoła, gdyż lefebrystów jest już w na świecie około dwóch milionów. I dla jednego złego lefebrysty Kościół ma nie przyjąć dwóch milionów? To płynie z niechęci do Kościoła katolickiego i z chęci przypodobania się Żydom.

Ministerstwo szkolnictwa z kolei chce zniszczyć polską oświatę, kulturę i świadomość przez wyjęcie szkolnictwa spod opieki państwowej przez jego decentralizację i poddanie w całości różnym pomysłom i gustom samorządów gminnych i powiatowych. Po pewnych latach takiego szkolnictwa uczeń z jednej okolicy nie będzie się mógł porozumieć z uczniem z drugiej okolicy.

W ogóle niektóre ministerstwa są zakażone jakimś wirusem burzącym polskość. Takich i podobnych zjawisk jest dużo więcej, nie sposób wszystkich wymienić. Zresztą nie o wszystkich się też wie, są i skrywane (zob. R.H. Kozłowski, A. Nowak, Jaka Polska?, Kraków 2009, s. 83 nn.).

Uciekanie od Polski do “cioci” Unii

Wspominane nasze czynniki widzą przyszłość Polski w rzuceniu się w ramiona molocha liberalizmu, który okazuje się coraz wyraźniej systemem błędnym i złym, zaczyna przypominać marksizm. Przyczynił się w dużej mierze do ogromnego kryzysu światowego przez chciwość banków i nieodpowiedzialną swobodę działania.

Poza tym sam rzekomo wolny rynek stał się rajem dla spekulantów bankowych. Okazuje się, że jedne banki zjadają drugie. Cały system bankowy świata jest chory i często przestępczy, czego najlepszym przykładem są oszukańcze i złodziejskie wielkie piramidy bankowe Bernarda Madoffa, Roberta Allena Stanforda i innych. Do tego dołączają się stałe wrogie spekulacje bankowe. Nie brak cyników, którzy mówią, że spekulacje przestępcze to są normalne gry bankowe. Ale czy da się usprawiedliwić spekulacje bankowe Zachodu na wschodzie Europy, jak rozbój banku inwestycyjnego Goldman Sachs, J.P. Morgan i innych banków: brytyjskich, duńskich, skandynawskich, przyznających się bezczelnie, że osłabiają naszą złotówkę? Goldman Sachs wyznał 19 lutego br., że zarobił na spekulacji złotym 8 procent i na tym spokojnie poprzestał. Podobnie kiedyś George Soros pogrążył rubla, funta angielskiego i banki południowoazjatyckie. Ma to być etyczna współpraca i przyjaźń czy gra towarzyska? Ponadto wicepremier Waldemar Pawlak powiedział wyraźnie, że polskie banki sprzedane obcym okradają nas w ogóle, a w czasie kryzysu szczególnie (TVP Info, 6.02.2009). Profesor J. Żyżyński pisze, że w roku 2008 wytransferowano z Polski ok. 80 mld zł, w tym połowę nielegalnie (“Nasz Dziennik”, 4.02.2009). Poza tym zachodzi obawa, że Polska płaci potajemnie jakieś odszkodowania, i to w czasie, gdy nasze zadłużenie zagraniczne wzrosło w roku 2008 do ok. 570 mld dolarów.

Wprawdzie pieniądz dziś staje się globalny, ale i globalny może stawać się środkiem manipulacji i walki na śmierć i życie niszczącym przede wszystkim kraje słabsze i niemające swojej pełnej podmiotowości, i system totalny musi podlegać zasadom etycznym, czego niestety liberalizm zagwarantować nie może. I dlatego, niestety, na świecie szerzą się niekiedy wielkie rozboje walutowe, które powinny być likwidowane przez jakieś wyższe organizacje światowe. Bowiem obecnie nierzadko banki rządzą państwami i polityką międzynarodową.

W takiej sytuacji suwerenności Polski może grozić również wejście do strefy euro, zwłaszcza szybkie i nieprzygotowane. Niektórzy finansiści powiadają, że to nie zagraża naszej podmiotowości gospodarczej, lecz przyjęcie euro ustabilizuje polską walutę i będziemy bezpieczni, bo stowarzyszeni z potęgami finansowymi. Ale niewątpliwie będzie to następny krok ku utracie suwerenności. I owe potęgi także dotknął potężny kryzys finansowy i gospodarczy tak, że i one stanęły na krawędzi bankructwa. Mówi się dosyć naiwnie, że ceny wcale nie pójdą w górę, jak rzekomo na Słowacji. Tymczasem na Słowacji ceny, zwłaszcza żywności, poszły w górę prawie o połowę (J. Szaniawski, “Nasz Dziennik”, 25.02.2009).

Trzeba pamiętać, że jeśli UE będzie stanowić jedno państwo, to o życiu finansowym w Polsce będzie decydował Europejski Bank Centralny, a więc czynnik zewnętrzny w stosunku do banków polskich i władz polskich. Przede wszystkim Bruksela będzie określała parytet złotówki i euro w momencie przejścia. Bez samorządności gospodarczej Polski też już nie będzie. Słabe państwo bez określonej osobowości jest łatwym łupem oszustw. Ideologia unijna obiecywała nam wolną gospodarkę, a faktycznie Polska znalazła się na 82. miejscu w świecie pod tym względem. Rząd polski długo oszukiwał społeczeństwo, że u nas kryzysu nie ma i nie będzie. Partie oszukują wyborców. Banki oszukują firmy przez opcje walutowe. Otwarte fundusze emerytalne oszukują emerytów: 60-letnia warszawianka otrzymała 23,65 zł emerytury z OFE. Premier oszukał Fundację “Lux Veritatis”. Bruksela oszukuje rolników przez zły przelicznik złotego na euro. Także ministerstwo okłamało rolników w kwestii zagospodarowania łąk bagnistych. Ekonomiści, bankowcy i finansiści to przeważnie cyniczni gracze (J. Szaniawski). Kłamstwa mnożą się na każdym kroku. PO powiada, że nie chce prywatyzować szpitali, ale tworzenie ze szpitali spółek prawa handlowego doprowadziło już do prywatyzacji całej masy szpitali, i to wszystko wbrew ustawie. Mówi się, że państwo nie pozbywa się troski o szpitale, ale dopuszcza sytuację, że właściciel prywatnego szpitala może go zamienić na hotel. Ministerstwo Sprawiedliwości opowiedziało się za dopuszczeniem świeżej krwi do zawodów reglamentowanych, m.in. do korporacji prawniczej, ale jednocześnie ułożyło takie testy egzaminacyjne, żeby prawie nikt nie zdał. Premier łaje prezydenta, że nie podpisuje traktatu lizbońskiego, ale prowadzi taką politykę, jakby ratyfikacja była zakończona. Premier i rząd głoszą bezpardonową walkę z korupcją, ale jednocześnie angażują wielu niepewnych ludzi z układów i atakują tych, którzy najpierw korupcję zwalczali. Koalicja głosi, jak wcześniej SLD i liberałowie, że w związku z naszym wejściem do UE nie grozi nam wcale napływ degeneracji moralnej z Unii, a teraz faktycznie sprzyja tym degeneracjom, i jeśli ją cokolwiek powstrzymuje przed otwartym jej popieraniem publicznie, to jedynie taktyczny wzgląd na wyborców katolickich.

Coraz bardziej wyrzuca się Kościół katolicki ze świadomości publicznej. Wprawdzie nie ma jeszcze tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie ostatnio wyrzuca się ze słowników szkolnych słowa: Bóg, Kościół, Chrystus, modlitwa, chrzest, Ewangelia, Matka Boża itd., ale skrzętne przemilczanie Kościoła robi swoje i idzie po myśli międzynarodowej masonerii (S. Krajski). Z tematyki religijnej, głównie katolickiej, pozostają już niemal tylko skandale, ataki na duchownych i na Papieża Benedykta XVI. Przy tym szkalowanie Kościoła, a nawet jawne bluźnierstwa z góry wygrywają w sądach i urzędach w imię rzekomej wolności słowa i sztuki. Tak jest już nie tylko w metropoliach, ale i w terenie.

Instytucje złapały bakcyla poprawności politycznej zwróconego i przeciw religii. Oto kiedy np. Rejonowy Komitet Obywateli Ziemi Biłgorajskiej, tak strasznie zniszczonej przez Niemców za jej polskość, wszczął sprawę kradzieży i profanacji wizerunku Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus i wyrwania tablicy Radia Maryja, to wszystkie władze, łącznie z sądem, nie uznały tego ani za profanację, ani za przestępstwo i dały poznać, że skarżący są “niedzisiejsi”. Byłoby to przestępstwo tylko wtedy, gdyby znieważenie i kradzież dotyczyły symboli żydowskich lub masońskich.

Ciągle daje się pełną możliwość głoszenia u nas poglądów antypolskich i antynarodowych. Oto 19 stycznia 2009 roku Marek Halter, Żyd polski, uratowany przez Polaków, a mieszkający dziś we Francji, miał na KUL wykład, w czasie którego wygłosił tezę, że Mieszko I był Żydem, bo tutejsi Słowianie byli tak tępi, że nie można było żadnego z nich wybrać na księcia. Przy okazji zarzucił też wszystkim Polakom ostatnich czasów, że nie obronili zbrojnie Żydów przed obozami zagłady.

Już nie ma Polski, kiedy można tak sobie z niej kpić i pluć na nią. Powie ktoś: dlaczego my się tak boimy UE jako jednego superpaństwa, a więc utraty suwerenności, przecież Niemcy, Francja, Anglia i Italia też mają tworzyć to jedno wspólne państwo, a nie mówią, że stracą swoją niemieckość, francuskość itd. Ale trzeba pamiętać, że one właśnie formują Unię i mogą sobie pozwalać na nieprzestrzeganie traktatu lizbońskiego, co zresztą już w dużym stopniu się dzieje. Niemcy budują sobie gazociąg bałtycki ze szkodą dla innych członków Unii, Niemcy też, jak zresztą i tamci, subsydiują sobie swobodnie swoje upadające firmy, banki i przemysł, choć nam jednocześnie nie pozwalają ratować stoczni i ludzi przed bezrobociem. Co to znaczy? Ano, że państwa te są i pozostaną w pełni suwerenne nawet po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. My zaś i reszta państw unijnych utrzymamy się najwyżej na poziomie dominiów Unii.

Jeszcze raz pytanie Czy już Polski nie ma? Otóż ona jest, a nawet rozwija się, ubogaca i pięknieje, tyle że raczej nie w sferach władzy i polityków, co raczej w samej substancji społeczności: w ludzie, w terenie, na wsi, w mieście, w parafii, w miejscowych ośrodkach patriotycznych, w prasie i pismach lokalnych, często diecezjalnych, zakonnych i branżowych. Jest Polska wspaniała w spotkaniach mądrych i dobrych ludzi, w uroczystościach patriotycznych i religijnych, w pomysłowości i twórczości ludzkiej, a przede wszystkich w sercach i w sumieniu. Co z tego wynika? To, że tę okupacyjną, liberalistyczną i antypolską czapę trzeba zrzucić. Trzeba się w tym celu organizować na dole. Trzeba nam rządu, polityków i działaczy czystych, godnych i otwartych na wszystko, także na polskość i na religię. Oczywiście nikt z nas nie żąda, żeby na czele stali sami katolicy. Mogą być i innowiercy, i ateiści, i ludzie różnych orientacji społecznych i politycznych. Może nawet ustrzegą nas oni przed jakimś zasklepieniem, fanatyzmem czy bezkrytycznością. Ale jedno jest istotne: narodem katolickim nie mogą rządzić sami niekatolicy, a nawet wrogowie katolicyzmu i Polski właściwej. To samo będzie się odnosiło i do wyborów do europarlamentu.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik: Niszczący charakter liberalizmu radykalnego
Opublikował/a redakcjawp w dniu 2009-01-17

Trzeba zdawać sobie sprawę, że dziś cały “postępowy” świat zachodni na swych szczytach animowany jest liberalizmem jako ideologią, programem życia i działania i jako światopoglądem. Żeby zatem ten świat zrozumieć w aspekcie socjalnym, politycznym, kulturowym i duchowym, trzeba go oglądać w świetle idei wolności, która ma przenikać wszystkie dziedziny i wymiary życia jednostek i społeczeństw. Rozumienie liberalizmu staje się więc kluczem do poznania, w jakim kierunku zmierzają wiodące dziś siły, również w Polsce.
Groźny redukcjonizm
Wolność jest darem Bożym i istotną strukturą człowieka jako jednostki i jako społeczności. Ale faktycznie może być ona bardzo rozmaicie, niekiedy negatywnie, przedstawiana i kształtowana. Toteż liberalizm dzisiejszy odsłania coraz bardziej jakieś swoje także ciemne oblicze. Oferuje rzekomo pełną wolność w każdej dziedzinie życia i ma stanowić istotny przełom dziejowy ludzkości, a faktycznie popełnia wielki grzech pierworodny, który polega na tym, że odrywa wolność od rzeczywistości i samą wolność traktuje jako jedyną i pełną rzeczywistość. Grozi to całkowitym zniszczeniem naszego życia:
- Życie społeczno-polityczne i kulturalne jest redukowane jedynie do tematu wolności, oczywiście źle rozumianej.
- Liberalizm radykalny programuje całkowite odcięcie się od przeszłości dla tworzenia jedynie nowości, totalnej i radykalnej.
- Liberalizm ten odrzuca wszelkie ograniczenia, zasady, prawa, reguły, struktury stałe, posuwając się niekiedy do zanegowania – w imię techniki – praw fizyki, biologii, przyrody i logiki, jak typowy mit.
- Wynika z tego też rodzaj samoubóstwiania się, według którego człowiek uważa się za stwórcę samego siebie i całej rzeczywistości ludzkiej i nie potrzebuje nie tylko Boga, ale i natury. Tworzy to nowoczesną mitologię techniczną.
- Wolność oderwana od prawdy, praw, konieczności i wartości ma zburzyć skorupę starego świata, a stworzyć świat całkowicie nowy, na podobieństwo rajskiego królestwa obfitości i techniki.

Obszary niszczenia
1. Liberalizm, jaki się dziś zrodził w kulturze zachodniej, wypiera przede wszystkim pojęcie Boga, którego przedstawia jako ewentualnego przeciwnika człowieka, a w konsekwencji wyrzuca samo Jego pojęcie z życia publicznego. W teorii toleruje prywatną wiarę w Boga i prywatną religię, ale uważa, że całość życia publicznego ma być, “jakby Boga nie było”, czyli teoretycznie i praktycznie ateistyczna: vita publica sine Deo. Człowiek ma być dopiero wtedy wolny, kiedy zajmie miejsce Boga. W konsekwencji nie istnieje żaden sens najwyższy, nie ma odniesienia jednostki i społeczności do jakiegoś punktu stałego i absolutnego i wolność człowieka przed nikim nie odpowiada w sposób ostateczny. W świecie nie ma żadnych śladów rozumności, celowości, ani wyższej miłości. Jest on tylko jakimś naszym towarem, materiałem, jest anonimowy, dziki, rządzony jedynie przypadkami i sam siebie zarówno stwarza, jak i niszczy, jak w pogańskiej mitologii hinduskiej. Nie ma Boga w życiu publicznym, to znaczy, że życie nie ma obiektywnego sensu, jest pozbawione logiki i odpowiedzialności. I oto i w Polsce jest coraz więcej prowodyrów życia, którzy chcą Polski bez Boga, bez Kościoła, bez katolików. I choć ludzie ci nie mają jeszcze bardzo wielkich wyników, to jednak musimy rozpoznawać ich zamiary i cele i odebrać im z rąk stery państwa.
2. Trzeba dostrzegać, że liberalizm radykalny oznacza zerwanie programowe z etyką tradycyjną, chrześcijańską i ogólnoludzką. Często mamy za złe liberałom, że łamią etykę w paru punktach, jak zabijanie embrionów ludzkich, aborcja, eutanazja, “małżeństwa” homoseksualne, a zapominamy, że twórcy ideologii liberalnej odrzucają całą dotychczasową etykę. Prawda, że wielu liberałów, zwłaszcza nierefleksyjnych, zachowuje się w innych dziedzinach tak samo, jak chrześcijanie, ale to dlatego, iż wyrośli z tradycji chrześcijańskiej i kontynuują ją podświadomie lub uważają ją po prostu za liberalistyczną, ale programowo etyka liberalna ma być całkowicie nowa i ma tworzyć nowy cały system antychrześcijański, zwłaszcza antykatolicki.
Kodeks etyczny decyduje o zachowaniach i działaniach oraz o sprawnościach doskonałościowych człowieka. Ludzkość od początku kształtuje mądrość moralną, sprawności dobrego życia i działania, po prostu prawidłowe postawy moralne, zwane u nas cnotami. Starożytni Grecy ustalili, że głównymi podstawami doskonałości ludzkiej są cztery cnoty, nazwane potem kardynalnymi: roztropność, sprawiedliwość, męstwo (dzielność) i wstrzemięźliwość (opanowanie). Roztropność to uzdolnienie rozumu do właściwego rozeznawania dobra i zła. Sprawiedliwość to trwała postawa oddawania drugiemu człowiekowi i społeczności tego, co im się należy. Męstwo to dzielność pokonywania trudności w drodze do dobra. Wstrzemięźliwość to stała sprawność porządkowania popędów, namiętności i pożądań dla utrzymania właściwych miar w korzystaniu z życia cielesnego i duchowego (por. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1805-1809). Dziś ideologowie liberalizmu stawiają, choć w sposób trochę skrywany, na miejsce roztropności irracjonalny szał życia, na miejsce sprawiedliwości – traktowanie drugiego człowieka jako rzecz, na miejsce męstwa – tchórzliwe unikanie trudności, na miejsce wstrzemięźliwości – wyzwalanie wszystkich popędów bez jakiegokolwiek okiełznania. To ostatnie widać dobrze w dążeniu do rozkoszy seksualnych, choć to się łączy często z zabijaniem dzieci poczętych. I to zabijanie uważane jest za dobre, gdyż nie krępuje wolności hedonistycznych. W Wielkiej Brytanii w roku 2004 było 197 tys. 913 aborcji legalnych, w tym 40 tys. 387 u nieletnich dziewcząt. A w Chinach, Ameryce, Rosji, Indiach i innych państwach przeprowadza się miliony aborcji rocznie. Wszystko to przeważnie dlatego, że za coś dobrego nie uważa się opanowania popędu, lecz raczej wolne rozpasanie.
Nie mówię tu już o najwznioślejszej etyce ewangelicznej, która dorobek całej ludzkości udoskonala w niepojętej mierze, a która była – i jest – traktowana jako zespół norm bardzo prostych i oczywistych. “Dołóżcie – nauczał np. św. Piotr – wszelkich starań, aby do waszej wiary (w Boga) dołączyć prawość, do prawości poznanie (dobra moralnego), do poznania opanowanie, do opanowania wytrwałość, do wytrwałości pobożność, do pobożności braterską życzliwość, a do życzliwości braterskiej miłość (…). Komu brak tych cnót, jest ślepy, niedowidzący” (2P 1, 5-9). Takie wskazania chrześcijańskie u radykalnych liberałów wywołują pobłażliwy uśmiech nad rzekomą naiwnością, a niekiedy wewnętrzną wściekłość, gdyż zło zawsze się irytuje na dobro.
3. Liberalistyczna koncepcja wolności ładnie brzmi, ale faktycznie zmierza do utworzenia świata całkowicie oderwanego od tradycji ludzkiej. Jest to tragiczny błąd. Tradycja bowiem to nic innego jak otrzymanie daru życia z góry i jego samokontynuowanie się na świecie. Ona przecież nas urodziła, ukształtowała, ukierunkowała, obdarzyła wszelakimi dobrami, zdobywanymi zarówno przez długie tysiące lat, jak i przez dopiero co przemijającą przeszłość. Przez tych niedojrzałych myślicieli liberalizmu tradycja jest pojmowana za płytko, tylko jako folklor, zbiór zwyczajów i nawyków społecznych. Przy tym niektórzy powiadają, żeby absolutnie nie oglądać się na przeszłość, a patrzeć jedynie w przyszłość. Zdanie to ma o tyle rację, że życie zawsze biegnie w przyszłość, ale rodzi się w przeszłości i przebiega przez teraźniejszość, która została ukształtowana przez przeszłość. Przekreślanie przeszłości w całości jest najwyższą głupotą. Przeszłość to nasza rodzicielka, wychowawczyni, nauczycielka i zarazem prorokini na przyszłość. Tradycja dała nam mentalność, pojęcia, sposoby i modele myślenia i działania, idee etyczne, języki, systemy reakcji, cechy osobowościowe, ogromne zasoby wiedzy. Tradycja skraca o tysiące lat okres naszego dojrzewania, bez niej każdy człowiek i cała ludzkość zaczynaliby od niemowlęctwa i dzieciństwa społecznego. Każde pokolenie musiałoby zaczynać od zera.
Oczywiście nie znaczy to, że nie powinniśmy tradycji uzupełniać, doskonalić, ubogacać, korygować i wreszcie szukać nowych dróg ludzkości na różnych obszarach. Jedynie potępianie całej tradycji w czambuł jest, jeśli nie przestępstwem, to najwyższą głupotą.
4. Skrajni liberałowie zrywają z dawną kulturą, zwłaszcza klasyczną i chrześcijańską, o chrześcijańskiej szaleni autorzy konstytucji UE nie chcieli wspomnieć choćby jednym słowem. Nie rozumieją, że kultura we właściwym znaczeniu, materialna, cywilizacyjna i duchowa, nie jest kształtowana w całkowitej dowolności, jak plastelina w rękach dziecka, lecz ma swoje określone, trwałe i mocne prawidła, zasady i metody, które ograniczają bezkształtne majaczenia liberalne.
Liberałowie chcą dotychczasowe kultury dać do antykwariatu lub muzeum, a ich miejsce mają zajmować: erupcja dowolności i irracjonalności, burzenie, prymitywizm życia i obyczajów, egoizm, wielkie chamstwo, jak wśród naszych polityków liberalnych, miotanie najgorszymi bluźnierstwami przeciwko religii w wystąpieniach w literaturze, przygłupiastych kabaretach i w sztukach, duża beztematyczność w twórczości, popuszczenie wodzy wszelkim namiętnościom i totalne posługiwanie się kłamstwem. W rezultacie jest to raczej antykultura, która niszczy osobowe i duchowe życie jednostek i społeczeństw.
5. Liberalizm od dłuższego czasu jest bardzo szkodliwy w pedagogii i edukacji, zarówno dzieci i młodzieży, jak i starszych. Oszołomieni hasłem czystej wolności zrywają z klasycznymi procesami edukacji i wychowania, zwłaszcza z wymaganiami, rygorem, dyscypliną, pracowitością i po prostu z samowychowaniem. Porzucają oni możliwie wszystkie bodźce zewnętrzne, nawet naganę słowną za zło, niekiedy nawet pouczanie, a stawiają prawie wyłącznie na impulsy i chęci wewnętrzne. Odrzucają przy tym wewnętrzną skłonność do zła, lenistwa, okłamywania i unikania wysiłku.
Odrzuca się naganę, wyraźne ocenianie i karanie, bo tylko wolność i własne chęci są uważane za motor wszelkich osiągnięć. Toteż należy odrzucić wszelkie reguły i zewnętrzne metody wychowawcze. Według niektórych należy nawet uznać, że uczenie, co jest prawdą, a co fałszem, co jest dobrem, a co jest złem, ma charakter nacisku i determinizmu. Człowiek rodzi się aniołem i sam do wszystkiego dojdzie. Uczenie się i wychowywanie ma być w formie przyjemnej zabawy i szkoła musi wszystkich pociągać. Jeśli tego nie czyni, to jest to wina nauczycieli i wychowawców. Przy tym też programiści nauczania nie chcą ludzi z wielkimi ideami, intelektualistów i humanistów. Zostawiają to tylko bardzo nielicznym jednostkom, od ogółu chcą tylko sprawnych pracowników (pokłosie marksizmu), niewolników pracy, robotów technicznych. W ogóle społeczeństwo przyszłości ma mieć dwie klasy: niewielką społeczność elitarną i oligarchiczną oraz klasę zawodową i pracowniczą.
W tym kierunku zdają się zmierzać i polskie pseudoreformy nauki i szkolnictwa. Rząd PO myśli o prywatyzacji szkół i ich regionalizacji. Edukacja nie byłaby już ani państwowa, ani powszechna. Nie ma modelu ucznia ogólnopaństwowego, jest tylko model wielkomiejski, małomiasteczkowy i wiejski. W ten sposób dąży się do rozbicia jedności państwa, rozbicia jedności tematycznej nauczania i do podzielenia kultury narodowej na folklory lokalne. Dziwne, że nauczyciele nie zdają sobie z tego sprawy. Widzą oni tylko niektóre problemy, a nie dostrzegają całego złowieszczego systemu, który chce przeformować całkowicie mentalność polską. Teoretycy zachodni eksperymentują na społeczeństwach wschodnich, na ile da się kształcić i wychowywać dowolne modele ludzi niższego rzędu, bawią się w bogów.
Liczni też niestety Polacy, zauroczeni edukacją liberalistyczną na Zachodzie, pogardzają szkolnictwem polskim, że jest dużo słabsze od zachodniego, zacofane i nieliberalne. Dopiero teraz się dziwią, jak to się dzieje, że kiedy dzieci naszych emigrantów powracają z Zachodu, to muszą brać roczne korepetycje, żeby sobie poradziły z wyższym poziomem i żeby nie zostały cofnięte do niższej klasy. I uczęszczają na korepetycje nie tylko z polskiego, ale także z matematyki, historii, geografii, fizyki i z innych przedmiotów. Wszystko to znaczy, że liberalizm niszczy szkołę i degraduje ucznia, naukowo i osobowościowo, wychowując słabe charaktery.
6. Liberalizm zmierza do zredukowania funkcji państwa, a nawet do jego zniesienia w przyszłości, co godzi w dorobek tysiącleci, które doskonaliły życie zbiorowe przez tworzenie różnych form państwowych. Każde państwo dziś ma być rzekomo zagrożeniem wolności obywateli. Bez względu na to, jaką państwo ma konstrukcję, choćby było prostą i wolną umową społeczną (Th. Hobbes). Jednak dysponuje pewnymi elementami dyscypliny, nacisku, a nawet, jeśli trzeba, i przymusu, np. wobec przestępców lub w razie konieczności zbrojnej obrony. Liberałowie chcą w gruncie rzeczy zlikwidować wszelkie determinizmy państwowe, nawet naczelne władze, strukturę ładu, porządku, elementów spójności itp. Jest to idea nieodpowiedzialna, bo jakkolwiek państwo nie może być totalitarne i absolutystyczne, to jednak musi mieć pewne środki nadrzędności i przymusu, gdyż w każdym wielkim społeczeństwie zawsze występują potężne konflikty interesów, antagonizmy, tarcia, zmagania się, tendencje dezintegracyjne. A przede wszystkim musi istnieć siła spajająca i organizująca całość dla wspólnego rozwoju, postępu i osiągania celów społecznych. Kto odrzuca konieczność władzy ogólnospołecznej, jest bardzo niebezpiecznym utopistą, jak anarchista.
Proszę sobie wyobrazić brak stosunkowo silnej władzy państwowej wobec ogromnych przestępstw niemal we wszystkich dziedzinach, wobec band, a choćby i wobec szalejącej młodzieży, jak we Francji, Hiszpanii, Danii, ostatnio w Grecji. Niektórzy powiadają, że władzę państwową może zastąpić władza samorządowa. Oni nie rozumieją, co mówią. W samorządach bezwład, chaos, napięcia, walki, egoizm indywidualny i grupowy, dezintegracja, korupcje i inne bywają nieraz jeszcze większe niż w obszarze całego państwa i bez prymatu władzy państwowej samorządy lokalne straciłyby szybko swój byt. Poza tym jeśli na czele państwa jest tylu nieodpowiednich ludzi władzy, jak choćby w naszym rządzie, to dużo gorzej bywa na dole. Nawet najwybitniejsze i najbardziej kompetentne jednostki nie mogą sobie poradzić.
7. I wreszcie bardzo niszczącym mitem jest ubóstwianie wolnego rynku, choć faktycznie taki jeszcze nigdzie nie istnieje. Jest to rodzaj współczesnej gnozy, że rynek jest jakąś personifikacją posiadającą rozum, wolę, cnoty i opiekuńczość wobec człowieka. Wiadomo, że pewne obszary procesów rynkowych muszą być wolne, ale liberałowie chcieliby absolutnej wolności rynku i jego niezależności od jakichkolwiek struktur organizacyjnych i kierowniczych. Przy tym liberałowie zakładają naiwnie, że człowiek w sferze rynkowej nie ma żadnej skłonności do zła, a chce tylko dobra drugiego człowieka.
Tymczasem wolny rynek bez etyki, bez prawideł ustalanych przez odpowiedzialne czynniki i bez odpowiedniej kontroli to wielki poligon walki człowieka z człowiekiem, niekiedy źródło tragedii i kataklizmów, droga do zniewalania jednych przez drugich, a wreszcie rozkład samej gospodarki społecznej. Rynek nie istnieje bez człowieka. Brak kontroli ze strony władz i zwyczajna chciwość bankowców doprowadziły, jak wiemy, do ogromnego kryzysu gospodarczego w Ameryce i na całym świecie, co wyznał wielki guru liberalizmu gospodarczego Alan Greenspan, szef banku centralnego USA. Wolny rynek, bez kontroli władz i w sytuacji niemoralności, umożliwił Bernardowi Madoffowi, prezesowi giełdy Nasdaq utworzyć gigantyczną 50-miliardową oszukańczą piramidę finansową, która się teraz rozpadła, depcząc całe masy ludzi.
Ciekawe, że marksizm i liberalizm, uważające się za najsilniejsze na płaszczyźnie gospodarczej, padają właśnie gospodarczo. Dzieje się tak dlatego, że mają mylną koncepcję człowieka i mitologizują gospodarkę materialną. I nie można zrozumieć, dlaczego ten liberalizm teoretyczny i praktyczny, który sprowadził już kryzys gospodarczy na skalę światową, ma jeszcze tylu zwolenników. System kapitalistyczny, mimo swych wad, jeszcze się trzyma, ale wersja liberalistyczna już pada. Toteż Ameryka Baracka Obamy chce choć częściowo odejść od wolnego rynku w całościowym ujęciu, czego jednak nie czyni nadal ekipa G.W. Busha. Poza tym teoria wolnego rynku liberalistycznego to same sprzeczności. Widać to dobrze na przykładzie Polski, gdzie w imię wolności gospodarczej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, jednym zdaniem skazała na śmierć gospodarczą trzy polskie stocznie, a z nimi setki tysięcy robotników. Co ciekawsze, rząd PO czuje się filuternie “wolny”.
Każdy system gospodarczy powinien uwzględniać naukę o człowieku jako jednostce i społeczności. Skrajny liberalizm w dziedzinie społecznej, politycznej i gospodarczej powinien być zastępowany przez personalizm społeczny.

Jeszcze parę refleksji
Teoretycy liberalizmu stworzyli sobie mit, że całe życie ludzkie we wszystkich dziedzinach sprowadza się do wolności bez podstaw trwałych, bez ograniczeń i bez prawideł, i przejęli francuski i sowiecki kult rewolucji, według której świat zaczął się dopiero od nich i na nich się skończy. Zakłada to, mówiąc otwarcie, że wielkie miliardy ludzi w przeszłości i dziś, poza liberalizmem, są to po prostu nieszczęśnicy i idioci. Wobec takiego absurdu i takiej ślepej pychy wielu wodzów liberalizmu już dziś zaczyna się wycofywać z liberalizmu, przynajmniej z powszechnego i radykalnego (G. Soros, J. Habermas i inni). Według Witolda Gadomskiego, sama PO zaczyna tracić impet liberalizmu w niektórych obszarach (“Gazeta Wyborcza”, 10-11.01.2009). Problem w tym, że kierunek ten wniknął już głęboko w świat prostej inteligencji, polityków, działaczy społecznych i niektórych ludzi nauk humanistycznych. I ci ludzie coraz mocniej atakują wszystko, co nie jest zgodne z teoriami liberalizmu. I od tych ataków nie chroni nas żadne prawo w państwie rzekomo liberalnym. Dobry jest przykład z geotermią Fundacji “Lux Veritatis”: jedno ministerstwo odebrało dotację, a drugie zakazało zbiórki pieniędzy wśród katolików. To się nazywa wolność! Przecież to jest choroba i przestępstwo i nie ma od tego odwołania do sądu. Z kolei w szerszym zakresie Daniel Cohn-Bendit, Brian Crowley, Martin Schulz i inni chcą zniszczyć “w imię wolności” prezydentów Polski i Czech za to, że próbują oni zachować odrobinę wolności swoich społeczeństw i państw. Takim liberałom pomyliła się już prosta logika, a chcą opanować świat współczesny.
Niestety, jednak w PO przeważa ciągle ideologia i praktyka liberalna, do czego dołączają liczni politycy z innych partii, może poza PSL. Ot, takie kwiatki. Pewien profesor, ateista, powiedział niedawno w TV, że zabijanie embrionów ludzkich przy metodzie in vitro jest czymś “głęboko ludzkim”, natomiast przeciwstawianie się temu zabijaniu ze strony katolików jest “czymś nieludzkim”. Tu nie ma żartów, liberałom coś się w głowach porobiło. Nawet i senator Jarosław Gowin, chyba najinteligentniejszy człowiek w PO, myślał, że może być sobie katolikiem i liberałem i nie zabijać embrionów ludzkich przy metodzie in vitro. Ale koledzy z PO szybko dają mu poznać, że kto nie jest gotów zabijać embrionów, i w ogóle dzieci poczętych, nie jest żadnym liberałem, ani dobrym członkiem PO, lecz zwyczajnym sobie “religiantem” katolickim. Zresztą, takie przewartościowanie wolności ludzkiej na wolność zabijania niewinnych dokonało się już w większości krajów UE. Kiedy np. wielki książę Luksemburga, Henryk Bourbon, z powodów religijnych nie podpisał ustawy o eutanazji, to ma być ukarany przez parlament łagodnie, jak na liberałów przystało, a mianowicie odebraniem mu w ogóle prawa podpisywania wszelkich ustaw. To się nazywa wolność wolnościowców. Z kolei w USA w stanie Arizona Rada Adwokacka proponuje ustawę, by adwokaci chrześcijańscy składali przysięgę, że jeśli zostaną poproszeni o poparcie aborcji, eutanazji i związku homoseksualnego, to muszą to zrobić bez względu na swe sumienie, nie mogą się powoływać na religię chrześcijańską. Jeśli ktoś takiej przysięgi nie złoży, to będzie usunięty z Rady lub nie będzie do niej przyjęty. Zresztą łamanie sumień prawników i lekarzy katolickich dokonuje się faktycznie prawie we wszystkich krajach “liberalnych”, także i w Polsce.
I tak w imię rzekomej wolności wolność się często zabija, a wraz z nią i człowieka. Skrajny liberalizm okazuje się czymś straszliwym. Jak tak dużo ludzi może go świadomie przyjmować? Chyba nie dostrzegają jego głównych założeń i celów, a widzą jedynie niektóre elementy wtórne. Wolność bez prawdy, etyki i miłości może być w pewnym momencie przestępcza

No comments: