Gdyńsko - gdański przemysł okrętowy – (spojrzenie z dystansu)
Opublikowano: 8 czerwca, 2007
Minął rok od generalnych zmian w radach nadzorczych i zarządach Stoczni Gdynia S.A i ówczesnej Stoczni Gdańskiej Grupa Stoczni Gdynia S.A. a obecnie Stoczni Gdańsk S.A.. To wystarczający czas aby spokojnie i bez emocji ocenić zarówno przyczyny zmian jak i ich rezultaty.
Powszechnie znany jest polityczny impuls jaki zapoczątkował zmiany w obu stoczniach - latem 2005r w trakcie kampanii wyborczej, Lech Kaczyński, ówczesny kandydat na prezydenta, w zamian za poparcie w wyborach, obiecał „Solidarności” „uniezależnienie się” Stoczni Gdańskiej od Stoczni Gdynia. Nikt nie pytał o zdanie, ani nie zapraszał do rozmów przedstawicieli środowiska okrętowców (np. Forum Okrętowego czy Towarzystwa Okrętowców „Korab” lub naukowców z Politechniki Gdańskiej) ani tym bardziej menadżerów stoczniowych. Zmiany były dokonane na żądanie związków i przeciwko ówczesnemu „układowi” a nie w kierunku konstruktywnych, przemyślanych przez fachowców propozycji restrukturyzacyjnych.
Zadecydowały negatywne emocje jakie zrodziły się wiele lat wcześniej z poczucia krzywdy po bankructwie Stoczni Gdańskiej S.A. w 1996 roku, której załoga była 40-sto procentowym właścicielem. Emocje te i poczucie krzywdy wezbrały ponownie gdy Syndyk sprzedawał majątek i przedsiębiorstwo upadłej Stoczni Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej, spółce akcyjnej będącej w większości własnością Stoczni Gdynia. Spółka ta po kupnie Stoczni Gdańskiej (za kredyt wzięty pod zastaw hipoteczny na gruntach wniesionych następnie do Spółki Synergia 99) przekształciła się w Stocznię Gdańską Grupa Stoczni Gdynia S.A. Umarzając następnie swoje udziały w Synergii, Stocznia odzyskała od niej kapitał, którym spłaciła kredyt. Stąd w skrócie określano tę kombinację „Stocznia Gdańska kupiła samą siebie” i to za część swojej wartości.
Trudno było stoczniowcom gdańskim, u których zakorzeniło się poczucie przywództwa, nie tylko w świecie okrętowym, pogodzić się z tym, że Stocznia Gdynia, sama mająca kłopoty i nie najwyższych lotów organizację, będzie ich właścicielką. To tu w Gdańsku przecież rodziło się powojenne okrętownictwo, tu osiągano sukcesy, tu budowano po 30 statków rocznie w 17-sto tysięcznej Stoczni. To tu w końcu stoczniowcy poczuli swoją siłę i niezależność, tu zrodziła się Solidarność i tu pogrążono komunę. To w dużym stopniu za przyczyną Stoczni Gdańskiej przeżyliśmy wzniosłe chwile Sierpnia 1980 roku i to ta Stocznia była wówczas na ustach całego świata. Dzięki temu zrywowi mamy dziś wolną Polskę i Europę w obecnym kształcie.
Mimo kilku prób prawnego podważenia transakcji sądy jej nie zakwestionowały. Można oczywiście protestować pod hasłem „Stocznię Gdańską sprzedano za grosze (115 mln zł) i to jeszcze z gotówką w kasie ( 42 mln)”. Trzeba jednak pamiętać, że sprzedano przedsiębiorstwo w działaniu również z zobowiązaniami. I prawdą jest to, że były inne oferty kupna Stoczni ale gdyńska była najkorzystniejsza.
Negatywne emocje uspokoiły się trochę w pierwszych miesiącach funkcjonowania Stoczni Gdańskiej w Grupie Stoczni Gdynia, gdy zaczęto masowo przyjmować zwolnionych po bankructwie stoczniowców, gdy Stocznia Gdynia zleciła Stoczni Gdańskiej pierwsze statki do budowy i praca ruszyła pełną parą i gdy zaczęły się poważne inwestycje z wizją zwartej, kompaktowej stoczni i nowego ośrodka montażu kadłubów na wyspie Ostrów. Nie trwało to jednak długo. Gdy zaczęły się kłopoty w Gdyni, emocje te, umiejętnie podsycane przez liderów związkowych poprzez wydłubywanie i rozdmuchiwanie kolejnych „afer”, z każdym rokiem wzbierały. „Zło” jakie Stocznia Gdynia wyrządzała Stoczni Gdańskiej personifikowano z ówczesnym prezesem Stoczni Gdynia Januszem Szlantą i z każdą osobą z jego nadania. Nawet wtedy gdy przestał być prezesem, z każdą osobą z gdyńskimi korzeniami, chyba że otwarcie ze Szlantą skonfliktowaną.
Pogarszająca się sytuacja finansowa Stoczni Gdynia przekładała się na wymuszanie coraz niższych cen za budowane w Gdańsku statki i sekcje. Opóźniane płatności i dostawy materiałów skutkowały postojami i niższymi a do tego opóźniającymi się płacami. Wszystko to, nawet za rządów kolejnych prezesów w Gdyni, niesprzyjających Szlancie i mających czasami dobre relacje z gdańskimi związkowcami, potęgowało te negatywne emocje i poczucie, że „całe zło pochodzi z Gdyni”. Faktem jest, że żaden zarząd gdyński nie potrafił się zdobyć na radykalną restrukturyzację i ciecia kosztów, które pokazałyby, że ciężar wyrzeczeń obie stocznie ponoszą solidarnie. Stąd złudne mniemanie, że niezależność od Gdyni to panaceum na złą sytuację.
Patrząc jednak na współdziałanie obu stoczni z punktu widzenia techniczno – organizacyjno - kosztowego całej grupy, był to, mimo wszystko, lepszy układ niż separacja. Obie stocznie uzupełniają się potencjałami wytwórczymi poszczególnych etapów budowy kadłubów czyli podstawowej funkcji produkcyjnej każdej stoczni, jak również kilkoma funkcjami z obszaru wyposażania. Do tego prawidłowo ustawione funkcje strategiczne, których koszt rozkładałby się na wykonawczy potencjał obu stoczni, dawałyby optymalne rozwiązanie.
Ścisła integracja tak skomplikowanych organizmów wymagała jednak innego podejścia. Nie działanie z pozycji silniejszego - bo właściciela, ale stworzenie poczucia równowagi i sprawiedliwości w ramach organizacji podobnej do holdingu. Taki konkretny projekt powstał pod nazwą PGS, czyli Pomorska Grupa Stoczniowa (nie gdańska czy gdyńska ale pomorska – wbrew pozorom sprawa bardzo ważna). Zakładał on wydzielenie z obu stoczni strategicznych funkcji (marketing, projektowanie, finansowanie, zaopatrzenie) i skupieniem ich w tej nadrzędnej strukturze (PGS) i sprowadzenie obu stoczni do identycznej roli w Grupie. Spowodowałoby to poczucie sprawiedliwości z jednej strony i zdrową rywalizację na równorzędnych zasadach z drugiej strony. Realizacja tego projektu, akceptowanego we wstępnych konsultacjach przez wszystkie związki zawodowe w Stoczni Gdańskiej i władze samorządowe województwa, przyjętego do realizacji przez oba zarządy na początku 2004 roku, nigdy nie została realnie rozpoczęta. Stocznia Gdynia nie wykonała żadnego ruchu w tym kierunku.
Mimo tak trudnego współdziałania i stosunkowo najniższej i opóźnionej pomocy publicznej, Stocznia Gdańska poprawiała wyraźnie swoje wyniki finansowe i tak:
- 2003 rok – strata - 35,- mln zł,
- 2004 rok - strata -10,- mln zł,
- 2005 rok - zysk + 0,3 mln zł,
- w momencie zmian w marcu 2006 roku wynik finansowy wynosił +4,-mln zł. Jednak rok 2006 zakończył się stratą ok. – 20,- mln zł. i to nie tylko z powodu bardzo dużego wzrostu kosztów ogólnych zarządu. Po prostu samodzielność kosztuje.
Szukanie prywatnego inwestora to wymóg chwili i jak wiadomo warunek konieczny dla rozwoju obu stoczni ale i podstawowy warunek pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej co do uznania dotychczasowej jak i przyszłej pomocy publicznej. Brak takiego inwestora i co za tym idzie negatywna opinia KE to konieczność zwrotu pomocy i praktycznie bankructwo stoczni.
Poprzedni zarząd Stoczni Gdańskiej szansę swoją upatrywał w wejściu jako inwestora stoczniowej grupy norweskiego Aker’a – Aker Yards. Rozmowy były daleko zaawansowane. Niezależnie od zaangażowania inwestorskiego Stocznia Gdańska podpisała, nie bez oporów ze strony Stoczni Gdynia, korzystne kontrakty handlowe z Aker’em. Wspólnie z inżynierami z Aker’a opracowany został plan inwestycyjny ukierunkowany głównie na mechanizację i automatyzację procesów w obszarze obróbki i prefabrykacji sekcji, czyli niewykorzystanego potencjału jaki Stocznia Gdańska posiada w tzw. COOPK’u. Inwestycje miały również obejmować zaniedbany transport technologiczny i szeroko pojęty obszar bezpieczeństwa i higieny pracy, oraz komputerowe systemy sterowania różnego rodzaju procesami. Tylko I etap miał obejmować inwestycje rzędu kilkunastu milionów EURO i Aker deklarował wsparcie jego finansowania.
Związanie się z Aker’em dawało Stoczni dodatkowo szanse na dostęp nie tylko do najnowszych technologii ale i do wiedzy specjalistów tej bardzo oszczędnie i efektywnie funkcjonującej grupy stoczni, aktualnie najsilniejszej w Europie.
Główny front walki konkurencyjnej w światowym przemyśle okrętowym przebiega i będzie przebiegał między krajami dalekiego wschodu a Europą. Dlatego trzymanie z najsilniejszymi w Europie jest strategicznie najkorzystniejsze. Z całym szacunkiem dla obecnych potencjalnych inwestorów zarówno w Gdyni jak i w Gdańsku ale nie są w stanie zaoferować tego co silny i efektywnie funkcjonujący inwestor branżowy.
Niestety temu inwestorowi nie sprzyjał nikt poza ówczesnym prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu. Nie angażował się w to rozwiązanie zarząd Stoczni Gdynia obawiając się konkurencji jak i nie wspierały go związki zawodowe, zafascynowane rodzącą się możliwością odwetu na Gdyni poprzez polityczne decyzje o „uniezależnieniu Stoczni Gdańskiej” oraz realną władzą i wpływaniem na obsady personalne. Wszyscy, również nowy prezes ARP, zniechęcali Aker’a, każdy na miarę swoich możliwości ale skutecznie.
Krótko po rezygnacji z ubiegania się o kupno Stoczni Gdańskiej Aker kupił stocznię ukraińską w Nikołajewie, co jedynie potwierdza jego determinację do inwestowania w tym kierunku. Szkoda, bo z takim partnerem łatwiej byłoby przekonać Unię do korzystnych dla Stoczni rozwiązań. Czas biegnie nieubłaganie a pod jego presją trudno o korzystne transakcje zwłaszcza inwestorskie.
Nieodparcie nasuwa się wrażenie, że historia zaczyna się powtarzać. Już kilkanaście lat temu w Stoczni Gdańskiej rządził zarząd ustanowiony i kontrolowany przez związki zawodowe. Wiadomo czym to się skończyło.
Jest jeszcze jeden dylemat. Jednym z aktualnych potencjalnych inwestorów, o którego na wyścigi zabiegają obie stocznie to ukraiński Donbas, a właściwie jego spółka córka ISD Polska. Tyle, że większościowym właścicielem Donbas’u jest jeden z najbogatszych rosyjskich oligarchów Abramowicz, bliski zaufany prezydenta Rosji. Czyżbyśmy mieli usłyszeć złośliwy chichot historii …. ? ! !
Stanisław Woyciechowski
Tuesday, August 21, 2007
Poland battles to save Gdansk yard

The European Commission set a Tuesday deadline for the yard to find a way to cut capacity, and avoid having to repay state subsidies that could trigger bankruptcy.
The yard is set to be privatised and either a Ukrainian or Italian company will buy a majority stake under the plan.
Pawel Poncyliusz, the deputy economy minister, said that if Poland agreed to the EU's demands, the shipyard would become insignificant.
The EU has demanded Gdansk close two of its three slipways.
Rzeczpospolita, a Polish newspaper, reported Warsaw had agreed to the demand.
"If we agreed to EU requests and left just one dock, then in the year 2010 Gdansk Shipyard would be a tiny business, not a shipyard anymore," Poncyliusz said.
The plan sent to Brussels proposes a cut in capacity until 2014 and privatisation of the yard.
Struggling to survive
In 1980, what were known as the "Lenin Shipyards" in Gdansk became the birthplace of the Solidarity union, whose protests helped spark the fall of communism in Poland.
Once thriving, mainly thanks to orders from the Soviet Union, Gdansk's shipyard is struggling to survive despite millions of Euros in subsidies it received when Poland joined the EU in 2004.
Poland may have to reimburse the aid if it does not come up with a satisfactory solution.
EU rules state that government subsidies for ailing shipyards can only be given if they agree to a complete restructuring plan aimed at making them economically viable.
Economic viability
Amelia Torres, the EU Commission spokeswoman, said Poland's proposals were being looked at.
"What the Commission wants to see, of course, is not a closed Gdansk shipyard but a genuine, far-reaching restructuring of the company which will ensure its long-term viability.
"We are perfectly aware of the historical importance of the Gdansk shipyard.''
About 3,000 people work at the shipyard and trade unions have said there may be protests.
In August 1980, massive strikes led to the creation of Solidarity – the first free trade union in Soviet-controlled Eastern Europe.
Lech Walesa, who headed the movement, said the shipyard is "the mother of free Poland."
Today, Polish yards face tough competition from better-equipped western European shipyards and also from Asia.
Employees at Gdansk, some of whom worked there during the rise of Solidarity, fear for the future of the workforce.
"We don't know what will happen today, tomorrow or in a week," said Tadeusz Zbik, who has worked at the yard for 20 years.
"We are very nervous all the time because we have no idea ... if we will keep our jobs."
Monday, August 20, 2007
Anti-communist symbol in Poland faces closure
Anti-communist symbol in Poland faces closure
BERLIN: The future of the Gdansk shipyard, the icon of the Solidarity trade union movement that helped to overthrow Poland's communists in 1989, hung in the balance Monday as the government and the European Union clashed over a rescue package for the docks.
The Gdansk shipyard has been facing tough competition from lower labor costs from Southeast Asia and from more modern facilities in Western Europe, leaving it reliant on state subsidies. But now, it may have to reimburse part of the €51 million, or $69 million, it has received from the Polish government since 2004.
If so, the shipyard would face certain bankruptcy, because it has neither the funds to pay back the subsidies nor to survive without state aid.
The Gdansk shipyard still captures the imagination of those who participated in the mass movement against Communist rule, so there would be immense sorrow and nostalgia if the shipyard were forced to close.
Bankruptcy would also mean the loss of 3,000 jobs, according to the Polish Economy Ministry. In its heyday, the shipyard employed 17,000 people. But since Poland's move to a market economy during the 1990s and its membership in the EU in May 2004, which obliged the country to accept the bloc's competition rules, its traditional manufacturing sectors have been decimated. The unemployment rate in Gdansk stands at 12 percent.
Today in Europe
Moscow copes as hot water shuts offGlobalization closes in on Swedes' treasured vacationEconomic woes threaten Sarkozy's agenda
The issue over the shipyard's future has come to a head because on July 20, the European Commission, the executive arm of the EU, gave the Polish government an ultimatum: provide an adequate restructuring plan by Aug. 21, including the reduction of capacity and jobs, or run the risk of having to return the subsidies. An EU spokeswoman said Monday that the Competition Commission had not received a reply.
Pawel Poncyliusz, the deputy economy minister, told Polish media this week that Warsaw would reply to the commission on Tuesday, the deadline. "I hope it will satisfy them," he said. "If it does not, it will be a problem."
Lech Walesa has started campaigning to save the yard, where he was working as an unknown electrician 27 years ago when he captured the world's imagination by grabbing hold of a loudspeaker and uniting the workers behind the independent Solidarity trade union movement.
Strikes, started by the Gdansk shipyard workers, gathered momentum and spread throughout the country. Walesa eventually became president of Poland in 1990.
"These days I see our victory was too easy," Walesa said. "The European Union should help us to bring efficiency to the shipyard, and we should not lose it as part of some stupid political game."
The dramatic events of August 1980 may mean little for the younger generation. Close to one million Poles, many either children or born after 1980, have left Poland to work in other EU countries since Poland joined the bloc. The past plays a far less important role for this generation.
Still, the closure of the historic Gdansk shipyard could fuel hostility in Poland toward the EU, particularly during the parliamentary election campaign. Prime Minister Jaroslaw Kaczynski and his conservative Law and Justice Party are expected to seek a vote this week to dissolve Parliament and call early elections, two years ahead of schedule.
The government has been paralyzed over the past few months because of policy differences with its coalition partners.
BERLIN: The future of the Gdansk shipyard, the icon of the Solidarity trade union movement that helped to overthrow Poland's communists in 1989, hung in the balance Monday as the government and the European Union clashed over a rescue package for the docks.
The Gdansk shipyard has been facing tough competition from lower labor costs from Southeast Asia and from more modern facilities in Western Europe, leaving it reliant on state subsidies. But now, it may have to reimburse part of the €51 million, or $69 million, it has received from the Polish government since 2004.
If so, the shipyard would face certain bankruptcy, because it has neither the funds to pay back the subsidies nor to survive without state aid.
The Gdansk shipyard still captures the imagination of those who participated in the mass movement against Communist rule, so there would be immense sorrow and nostalgia if the shipyard were forced to close.
Bankruptcy would also mean the loss of 3,000 jobs, according to the Polish Economy Ministry. In its heyday, the shipyard employed 17,000 people. But since Poland's move to a market economy during the 1990s and its membership in the EU in May 2004, which obliged the country to accept the bloc's competition rules, its traditional manufacturing sectors have been decimated. The unemployment rate in Gdansk stands at 12 percent.
Today in Europe
Moscow copes as hot water shuts offGlobalization closes in on Swedes' treasured vacationEconomic woes threaten Sarkozy's agenda
The issue over the shipyard's future has come to a head because on July 20, the European Commission, the executive arm of the EU, gave the Polish government an ultimatum: provide an adequate restructuring plan by Aug. 21, including the reduction of capacity and jobs, or run the risk of having to return the subsidies. An EU spokeswoman said Monday that the Competition Commission had not received a reply.
Pawel Poncyliusz, the deputy economy minister, told Polish media this week that Warsaw would reply to the commission on Tuesday, the deadline. "I hope it will satisfy them," he said. "If it does not, it will be a problem."
Lech Walesa has started campaigning to save the yard, where he was working as an unknown electrician 27 years ago when he captured the world's imagination by grabbing hold of a loudspeaker and uniting the workers behind the independent Solidarity trade union movement.
Strikes, started by the Gdansk shipyard workers, gathered momentum and spread throughout the country. Walesa eventually became president of Poland in 1990.
"These days I see our victory was too easy," Walesa said. "The European Union should help us to bring efficiency to the shipyard, and we should not lose it as part of some stupid political game."
The dramatic events of August 1980 may mean little for the younger generation. Close to one million Poles, many either children or born after 1980, have left Poland to work in other EU countries since Poland joined the bloc. The past plays a far less important role for this generation.
Still, the closure of the historic Gdansk shipyard could fuel hostility in Poland toward the EU, particularly during the parliamentary election campaign. Prime Minister Jaroslaw Kaczynski and his conservative Law and Justice Party are expected to seek a vote this week to dissolve Parliament and call early elections, two years ahead of schedule.
The government has been paralyzed over the past few months because of policy differences with its coalition partners.
Poland rejects EU demand for Gdansk shipyard cuts

Poland rejects EU demand for Gdansk shipyard cuts
Co European Commission ma do Polski racji stanu?
stanmy Polacy w obronie stoczni Solidarnosci.
za duzo jest za duzo
Ci urzednicy z European Commissionnie maja co do zrobienia to wyslac ic na wakacje do pracy na roli w Zamojskim albo w bylych PGR.
Lech Bajan Washington DC.
Poland rejects EU demand for Gdansk shipyard cuts
20 August 2007, 21:32 CET
(WARSAW) - Poland on Monday rejected demands by the European Commission to reduce the capacity of the Gdansk shipyard, the birthplace of the Solidarity trade union.
On July 20, the Commission gave Poland until August 21 to come up with a restructuring plan for the Gdansk shipyard, or face the possibility that the struggling yard will have to pay back state aid allocated to it.
But on the eve of the deadline, Warsaw sent a 200-page document to the Commission, saying it wanted to keep two slipways in operation in Gdansk, instead of just one as Brussels had demanded.
"If we meet the demands of the European Commission to keep just one of the three slipways all we will have in 2010 is a tiny company instead of a shipyard," deputy economy minister Pawel Poncyliusz was quoted by the PAP news agency as saying.
The Gdansk yard holds particular historic importance for Poles.
A strike by 17,000 workers in August 1980 at what was then the Lenin Shipyard forced authorities to the negotiating table and led to the creation of Solidarity, the communist bloc's first free trade union.
Solidarity helped hasten the final demise of Poland's regime in 1989 and of the former communist bloc overall.
The struggling Baltic coast shipyards of Gdansk, Gdynia and Szczecin have received a total of at least 1.3 billion euros (1.75 billion dollars) in state aid since 2002.
EU state aid rules on shipbuilding require the aid to be based on far-reaching restructuring plans, which must be financed not only by the state subsidies but also by private capital.
In addition, the Commission said, the "distortive effect of the aid must be offset with capacity reductions".
Friday, August 10, 2007
Stocznia Gdańsk osiąga dodatnie wyniki finansowe w 2007




Stocznia Gdańsk osiąga dodatnie wyniki finansowe w 2007
Gdańsk, dnia 21 czerwca 2007 r.
OŚWIADCZENIE
Prezesa Zarządu Stoczni Gdańsk S.A.
W związku z pojawieniem się tendencyjnej reklamówki Platformy Obywatelskiej, pokazującej w negatywnym świetle Stocznię Gdańsk S.A. poprzez przedstawienie poziomu wynagrodzenia jej prezesa w stosunku do wynagrodzenia pracowników służby zdrowia - oświadczam co następuje:
Stocznia Gdańsk S.A. jako jedyna stocznia produkcyjna (której właścicielami są także spółki zależne od Skarbu Państwa) osiąga dodatnie wyniki finansowe w 2007 r.,
Stocznia Gdańsk S.A. jako nieliczna reguluje swoje bieżące zobowiązania, zarówno publicznoprawne jak i wobec swoich kontrahentów,
Zarząd Stoczni Gdańsk S.A. wystąpił o obniżenie swojego wynagrodzenia kilka miesięcy temu, co zostało wdrożone,
Poziom wynagrodzenia Zarządu Stoczni Gdańsk S.A. zawsze był i jest zdecydowanie niższy, niż w pozostałych stoczniach,
W Stoczni Gdańsk S.A., jako jedynej spośród 3 dużych polskich stoczni, wprowadzono systemowe regulacje płac dla wszystkich pracowników.
Biorąc pod uwagę, że reklama ta w sposób zdecydowany krzywdzi przede wszystkim Stocznię Gdańsk S.A., a być może intencją autorów był atak wymierzony tylko we mnie, dlatego dbając o interesy Stoczni i tysięcy jej pracowników, na dobru których mi najbardziej zależy, oddałem się do dyspozycji Rady Nadzorczej Stoczni Gdańsk S.A.
Andrzej Jaworski
Subscribe to:
Posts (Atom)